Witamy na stronie internetowej programu Działaj Lokalnie w Słubicach!

Co to jest dobro wspólne ?

Dobro wspólne to dobro (zasoby, wartości), z którego mogą korzystać wszyscy członkowie pewnej społeczności. Współdzielenie tego dobra przynosi członkom społeczności realne korzyści. Istnienie dóbr wspólnych wymaga od społeczności poczucia odpowiedzialności oraz współdziałania.

Wszystko zaczyna się od dobra wspólnego – tego, z czego wspólnie korzystamy i za co jesteśmy współodpowiedzialni. Jak czyste powietrze, bezpieczeństwo, ale też jak ogólnodostępny park, aktywność lokalnej młodzieży, miejsce spotkań dla mieszkańców gminy. Coś, z czego wszyscy korzystają (lub przynajmniej mogą korzystać), co jest im potrzebne i co mogą współtworzyć, ale również co jest niestety wrażliwe na „psucie".

Żeby budować dobro wspólne musi się coś w społeczności wydarzyć, poruszyć, „zadziać" – i to jest właśnie idea i cel Działaj Lokalnie. Nie chodzi o to, żeby komuś przynosić dobro wspólne, ale żeby wyzwolić i zmobilizować zasoby, dzięki którym dobro wspólne powstanie. Jasne jest, że dzieci będą bardziej dbały o plac zabaw, który same pomalują niż o taki, który jest im dany „gotowy". My dorośli nie jesteśmy w tej kwestii inni – jeśli sami coś budujemy, dbamy o to bardziej niż o rzeczy, które nam podarowano. Animacja społeczności wokół idei „Działaj Lokalnie" dokonuje się zatem poprzez budowanie dobra wspólnego, co jest nadrzędnym celem działań. Nie animujemy więc po to, żeby się coś „zadziało", ale żeby powstało wspólne dobro.

Po pierwsze, jak sama nazwa wskazuje, z dobra wspólnego korzystamy razem i wszyscy czerpiemy lub przynajmniej mamy możliwość czerpania z niego korzyści. Jest otwarte dla wszystkich, a nie dostępne jedynie dla wybrańców. Czystym powietrzem w danej okolicy oddycha każdy jej mieszkaniec, niezależnie od grupy, do której przynależy, bez względu na wiek, wykształcenie czy dochody. Dla wszystkich też czyste powietrze jest pozytywną wartością. Dzięki niej mogą na przykład zarabiać na turystyce czy prowadzić gospodarstwa ekologiczne albo po prostu cieszyć się lepszym stanem zdrowia i dobrym samopoczuciem.

Po drugie, za dobro wspólne jesteśmy współodpowiedzialni. I to od początku do końca. Najpierw trzeba je przecież zbudować lub wypracować.

Młodzież nie staje się wysportowana w jeden dzień, a boiska do gry w piłkę nożną nie budują się same, podobnie jak mieszkańcy danego miasteczka sami z siebie nagle nie staną się technologicznymi i komputerowymi geniuszami. Im więcej mieszkańców zdecyduje się więc zaangażować w rozbudowanie pracowni komputerowej, im więcej dorosłych zdecyduje się przeszkolić z tajników internetu, a potem wdrożyć w nie sąsiadów, tym wyższe jest prawdopodobieństwo, że społeczność miasteczka sprawniej będzie poruszać się po świecie nowych technologii i kiedyś wykorzysta je na przykład w pracy albo po prostu do nawiązania kontaktów ze znajomymi. Dobro wspólne zacznie więc kiełkować. Ale na tym nie koniec. Stawianie pierwszych fundamentów pod budowę dobra wspólnego to tylko początek procesu. Później trzeba o nie dbać. Bo jeśli nie będziemy troszczyć się o tę wypracowaną wartość, zacznie niszczeć albo po prostu może jej zabraknąć.
Dobro wspólne nie jest bowiem dane raz na zawsze i nie jest odporne na zniszczenie. Wręcz przeciwnie. To sprawa niezwykle delikatna i wrażliwa. Drzewa w parku rosną latami, ale wyciąć czy podpalić można je w kilka godzin. Wystarczy też, że jeden z mieszkańców okolicy zacznie nielegalnie palić śmieci, żeby jakość powietrza w gminie pozostawiała wiele do życzenia.

Dobro wspólne ma oczywiście to do siebie, że czerpać może z niego każdy. Jeśli jednak ludzie decydują, że będą tylko z niego brać, a nikt nie zechce przyłożyć się do jego pomnażania czy utrzymania, szybko się wyeksploatuje. Aby istniało, a więc i działało na korzyść zarówno naszą, jak i wszystkich sąsiadów, potrzebna jest współpraca. I to jest ten najbardziej skomplikowany element całego pojęcia.

Bo jeśli członkowie danej społeczności nie czują potrzeby współpracy między sobą, któryś z nich prędzej czy później zada sobie takie oto pytanie: „Po co w ogóle mam angażować swój czas i energię w pracę na rzecz czegoś, z czego tak czy siak będę mógł korzystać?". Weźmy na przykład park. Po co sadzić drzewa, jeśli zrobią to za mnie sąsiedzi? Taka pokusa to pułapka, która pojawia się w myśleniu o dobrach wspólnych, nazywana też dylematem wspólnego działania. Nie jest to jednak jedyny dylemat, bo zaraz pojawia się kolejny – obawa, że podobnie, czyli kompletnie egoistycznie, postąpi wiele osób. A to z góry skaże całe przedsięwzięcie na porażkę, bo każdemu zacznie się wydawać, że wspólne działanie nie ma większego sensu. Szczególnie, że pod korzyść można podczepić się i tak, za darmo. Jeśli w gminie młodzież jest wyjątkowo aktywna i organizuje ciekawe imprezy, nawet najbardziej bierni nastolatkowie mogą na nie chodzić bez wcześniejszego włączenia się w ich organizację. Niczym pasażerowie na gapę, którzy jeżdżą autobusem bez biletu. Jeden niechętny do współpracy gapowicz w niczym oczywiście nie przeszkadza. Dobro wspólne powstanie i bez niego. Problem pojawia się wtedy, gdy społeczność będzie składać się w większości z takich gapowiczów.

Wówczas dobro wspólne albo w ogóle nie powstanie, albo zostanie za szybko wyeksploatowane, jak na przykład wspólne łowisko, do którego wstęp mają mieszkańcy okolicznej gminy. Gdyby każdy z nich wyławiał z niego niewielką liczbę ryb, służyłoby przez lata. Jeśli jednak każdy po cichu stwierdzi, że „wyciśnie" z tego łowiska dla siebie trochę więcej niż inni i zacznie wyławiać za dużo ryb, naturalne zasoby szybko się wyczerpią. I już nikt nie będzie miał szansy z nich skorzystać.

źródło: publikacje Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce

2017  Ośrodek Działaj Lokalnie - Fundacja na rzecz Collegium Polonicum Słubice  globbers joomla templates